I po balu, panno Lalu

– Witam, panie Kazimierzu. Wesoło było, ale się skończyło… – Uśmiechnięty od ucha do ucha Eustachy Mordziak, kupiec bieliźniany z bazaru na pl. Szembeka nawiązywał wyraźnie do emocji, które zajmowały w ostatnich tygodniach wszystkich i o każdej porze… Pan Kazimierz Główka, jak zwykle jednak, wykazywał dystans do bieżących wydarzeń, zwłaszcza politycznych. Wynikiem wyborów był wszakże nieco zdziwiony.

– Szczerze powiem, że spodziewałem się drugiej tury.

– No tak, ale z drugą turą jest jak nie przymierzając z drugą flaszką – to już nie to samo, co za pierwszym razem. Już nie raduje duszy świeżością, nie pobudza wyobraźni nowymi lądami, do których dziarsko zmierzamy… Pierwsza flaszka ma smak napitku bogów, a druga, to już nie tyle ambrozja, co kolizja rozumu z możliwościami organizmu. Na ogół za drugą idzie trzecia i na koniec kłopoty, z których ból głowy i ogólne wysuszenie, to najmniejsze zło, które nas może spotkać.  

– Zwracam jednak uwagę, że o wyborach rozmawiamy. Po nich też głowa boli, ale inaczej, jakby.

– Zwłaszcza chłopaków z Opola.

– Opole się panu nie podoba?

– Opole podoba mi się bardzo. Festiwal i w ogóle. Raz tam nawet byłem – świetne naleśniki smażyli nad Odrą.

– I pańskim zdaniem powinni przenieść tę smażalnię do Warszawy? Wyobraża pan sobie, panie Eustachy setę pod naleśniki z dżemem? 

– Fakt. Z trudem. Właściwie wcale. Chyba bym od razu pojechał do Rygi.

– A z „flakamy” po warszawsku?

– Niech pan przestanie, bo aż mnie w dołku ściska z ochoty…

– Tu są inne smaki jednak, panie Eustachy. Inne smaki.

– Lud szczęśliwie przeciął te dylematy już za pierwszym podejściem.

– Tylko, co to teraz z tego wszystkiego będzie?

– Raczej, czego nie będzie? Jutro nie będzie trzeciej, a pojutrze czwartej linii metra, nie będzie nowej dzielnicy, nowych mieszkań, nic nie będzie…

– Oj tam, oj tam. Tak się tylko mówi w kampanii.

– Owszem, ale jednak z gęby cholewy robić nie należy, bo ludzie tego nie lubią. Weź pan tego Rozenka, co to był najlepszym kandydatem, jakiego SLD na świat kiedykolwiek wydał, a który półtora procent dostał.

– Faktycznie – marniutko.

– Marniutko? Panie Eustachy to kompromitacja jest jak stąd na księżyc. To on – jako Ruch Palikota – cztery lata temu 4 proc. dostał! A teraz…

– Półtora procent, to nawet mniej niż pani Ogórek.

– A tak się z niej naśmiewał. Walił w SLD jak w bęben, że ją wystawili.

– A myśli pan, że Trzaskowski coś zrobi? Moim zdaniem wygrał i nic się nie zmieni za bardzo.

– Zobaczymy. Na razie zapowiedział, że na pewno podtrzyma komisję reprywatyzacyjną, bo siuchty wyjaśnić trzeba.

– No, ale Jaki już to robi.

– Tylko skrzętnie pomija reprywatyzacje za prezydentury Lecha Kaczyńskiego. Dotychczasowa pani prezydent publicznie wyliczyła ich bodaj 14 – takich, kiedy za zgodą byłego prezydenta Warszawy sprzedano kamienice z lokatorami. Jaki to omijał szerokim łukiem, a Trzaskowski zapowiedział, że nie będzie wyjątków.

– Powiem tak: wybory będą teraz ciurkiem, jedne po drugich. Niejednego politycznego pogrzebu możemy być świadkami.

– To już na czarno trzeba się ubierać?

– Jedni ubiorą się na czarno, drudzy wezmą baloniki w ręce i ruszą w tany. Polityka, panie Eustachy, polityka…  

Szaser