Obyśmy zdrowi byli

Jingle bells, jingle bells, Jingle all the way, Oh! What fun it is to ride…

Dzwonią dzwonki, dzwonią dzwonki, dzwonią przez całą drogę. Oh, co za przyjemność tak jechać…

– Panie Eustachy, ja nie wiedziałem, że ma pan taki przyjemny głos…

Kazimierz Główka, bazarowy bywalec, witał się z kupcem tutejszym – Eustachym Mordziakiem, jak zwykle niebanalnie.

– A, tak sobie podśpiewuję… Zresztą trudno tego nie robić, jak cały dzień zewsząd na pana spływają te i podobne dźwięki. A co do głosu – moja Krysia też tak mówi: – Ładnie śpiewasz Eustachy, mówi, ale pod warunkiem, że dziabnięty nie jesteś – dodaje zgryźliwie.

– No, tak. Kobiety mają na ogół ograniczony poziom akceptacji dla naszych słabości. Zalety też mają, owszem.

– O żonach mówimy?

– O żonach i tak w ogóle…

– Wreszcie bazar wygląda, jak z pańskich marzeń, co, panie Eustachy? Przejść trudno.

– Faktycznie, kręci się. No, ale jak pan dobrze wie, mamy tak dosłownie parę razy w roku. Strach pomyśleć, co będzie po pierwszym stycznia?

– A co ma być? Drugi stycznia, trzeci – i tak dalej…

– Wszyscy wokół kraczą, że drożyzna nadchodzi.

– Co pan takie rzeczy opowiada, panie Eustachy? Jaka drożyzna. Przecież i pan prezes, i pan premier uroczyście zapewnili, że żadnych podwyżek nie będzie.

– Panie Kaziu, ja za długo w handlu robię, żebym na takie plewy dawał się nabierać.

– Jakie plewy? Jakie plewy? Premier z trybuny sejmowej zapowiedział, że podwyżek cen prądu nie będzie. A jak prąd nie zdrożeje, to nic nie zdrożeje.

– Szanowny panie Kazimierzu… No, nie wiem, co powiedzieć na takie coś. Premier z trybuny mówi jedno, a życie toczy się swoim torem. Jeśli tramwaje dostają nowe cenniki i wszystkie inne służby, to kto za to na końcu będzie płacił? Niektóre samorządy muszą szykować na prąd nawet 70 proc. więcej niż do tej pory. Czytałem na przykład, że radni z Łodzi nawet do pana Morawieckiego w tej sprawie napisali, że im wychodzi 53 proc. więcej i jak nic droższe będą bilety tramwajowe i autobusowe, teatralne, kinowe, wejściówki do muzeów, na baseny itp., itd.

– Święta za progiem, a pan takie czarnowidztwo uprawia, panie Eustachy. Dobrze będzie, przekona się pan! Ja tam panu premierowi wierzę. Słupki wzrostu gospodarczego pną się w górę i nie wiedzą, gdzie się zatrzymać, optymizm w narodzie tryska…

– Co racja, to racja. Zresztą to po naszym bazarze widać – stragany aż się uginają, mięsa, wędlin – ile kto chce…

– A na dole, garażach, co się dzieje?! Toyoty, mercedesy, fordy, ople, jeepy, BMW – i wszystko w ruchu. Wte, wewte, z prądem, pod prąd. Kocioł z balią, mówię panu. A rozindyczone to towarzystwo, rozgorączkowane… Każdy na prawie, każdy ma rację…

– Ja panu powiem – jak człowiek całe życie syrenką jeździł, wartburgiem czy innym fiacikiem, to mu się teraz zdaje, że król życia jest. Siedzi za kieryką takiej limuzyny, przed oczami ma licznik…

– Po co mu licznik w garażu? Tam się człowiek ledwo toczy.

– Licznik, który mu raty kredytu do końca odlicza.

– A ten. To rzeczywiście można być nerwowym… Ale za to potem do domciu – samochód na parking, a pan przed telewizorek. Pilot do ręki, jakieś szkiełko na stół i powolutku człowiek się odstresuje.

– A propos – czy pan wie, jaki jest obecnie najpopularniejszy toast?

– Poszły konie?

– Nie, pińcest plus!

Szaser