Nie jest tak, jak się państwo zdaje

– Witam, panie Eustachy…

Pan Kazimierz Główka, emeryt, wbrew swojemu długoletniemu przyzwyczajeniu, od tygodni nieprzychodzący na bazar na pl. Szembeka, postanowił przynajmniej zadzwonić do swojego kolegi, Eustachego Mordziaka, kupca bieliźnianego na tym bazarze. – Dzień dobry!

– Jaki on tam dobry, panie Kaziu. Ale cieszę się, że pan dzwoni. Znakiem tego koronawirus jak na razie może panu nagwizdać…

– Odpukać. Ale dlatego, że córka na mnie areszt ścisły nałożyła, bo w moim wieku podobno w grupie największego ryzyka jestem. Do tej pory myślałem, że mężczyzna po 70-tce, żadnego już ryzyka sobą nie przedstawia, więc nawet mi to poniekąd imponuje.

– Panu jak zwykle żarty w głowie, panie Kaziu. I dobrze, bo na wesoło łatwiej to wszystko znieść. Ja niestety nie mam takiej możliwości.

– Nawet uśmiechnąć się pan nie może? To do pana niepodobne.

– Nie zarabiamy już od lutego, tyle panu powiem.

– Ale już kapkę luzują. Tyle, że w masce musisz pan chodzić. Jak Zorro.

– Patrz pan, do czego doszło! Kiedyś, jak się jakiś typ w masce pokazywał na bazarze albo dajmy na to na poczcie, to wszyscy myśleli, że to napad. A teraz na pocztę bez maski nikogo nie wpuszczą. Łobuzerka panie Kaziu ma bajkowe życie.

– O, to jest pomysł! Może się pan na maseczki przestawi? To może być strzał w dziesiątkę.

– Tak pan myśli?

– Panie Eustachy ubrać 30 milionów ludzi w maseczki – marzenie każdej szwaczki, każdego biznesmena. Weź pan ten największy samolot świata, który u nas wylądował. Ładowność 250 ton. Sam czytałem, że ma przywieźć 400 ton.

– Ale przywiózł…

– 80 ton. Też czytałem.

– Podobno prawie 100.

– Nawet – to, co to jest na taki kraj jak nasz? Kropla w morzu potrzeb.

– No, dobra – zostańmy przy 80-ciu. Ale to i tak, jak w tym dowcipie: Chłopak mówi do ojca:

– Tato dasz mi 100 zł?

– 50? Na co ci 20 zł…?

– Dobrze już dobrze. Mniejsza o to, ważne, że w końcu przyleciały. Maseczki, fartuchy, inny sprzęt ochronny dla szpitali i ludności.

– Pewnie, że dobrze. Słyszałem, że byliśmy podobno świetnie przygotowani, ale jakoś tak zapasy nam się skończyły w trymiga.

– Panie Eustachy, do cholery, niech pan nie marudzi, tylko słucha i pomyśli chwilę. Taki czas mamy, że teraz na rynku każdą ilość maseczek, kombinezonów i fartuchów pan upchnie. Kuma pan? Każdą ilość! Niech pani Krysia siada i szyje. Najlepiej od zaraz. Przynajmniej na sezon letni zarobicie.

– A co do koronawirusa ma sezon letni?

– No to ma, że prawdopodobnie sezonu nie będzie. W każdym razie pan minister zdrowia tak powiedział. Znakiem tego ludzie raczej w domu zostaną, więc na lato w mieście trzeba się przygotować. Jakieś chustki na głowę z daszkiem i bez, naklejki chroniące nos przed słońcem. Całą modę można wymyśleć. Tak sądzę, ale to pan jest biznesmenem.

– Oj panie Kaziu. Życie jest bardziej skomplikowane. Nie jest tak, jak się panu zdaje…

Po raz pierwszy od lat panowie rozstali się bez porozumienia.

Szaser