Słodko-gorzko

– Widzę, panie Kaziu, że bombeczki pan kupił…

Eustachy Mordziak po chwilowym załamaniu ekonomicznym na nowo rozwinął swój bieliźniany stragan na pl. Szembeka licząc, że świąteczna gorączka, która co roku handel ożywia, i jemu pozwoli trochę plecy wyprostować.

– Jedno pudełko tylko? I same „łezki”…

Kazimierz Główka, emeryt zaopatrujący się na bazarze od lat, znajomy Eustachego, położył delikatnie świecidełka na straganie, z brzeżku.

– Bo widzi pan, panie Eustachy, różne w domu mamy. Wyrzucić szkoda – niby używane, ale przecież niezniszczone…

– I u nas, choć pudełka z bombkami cały pawlacz zajmują, Krysia wyrzucić żadnej nie pozwoli.

– O, to, to.

– Dlaczego same „łezki”.

– Takich dotąd nie mieliśmy… Ale powiem panu i to, że im bliżej Świąt, to i nastrój ogarnia mnie jakiś taki mało radosny. W tym roku nie będzie już tak jak kiedyś. A kiedy będzie „jak kiedyś” – kto to wie? Ludzie w moim wieku mogą się już o tym nie przekonać…

– Ojojoj, panie Kaziu! Tak nie można. To radosne Święta przecież są.

– Chyba jednak bardziej niż kiedykolwiek przypominać nam będą, że oprócz radości jest i smutek, że jak coś się zaczyna, to i coś się kończy.

– Znaczy, co?

– Oj, panie Eustachy, przecież pan dobrze wie… To był bardzo niedobry rok.

– Fakt, przez ten Covid najlepszy nie był…

– Nie najlepszy?! Już ponad milion osób zachorowało, ponad 21 tys. zmarło. Niech pan sobie wyobrazi te rodziny, które spoglądają na puste miejsce przy stole. Tu siedział dziadek, babcia, mąż, syn… Byli i nie ma ich już. Serce pęka, panie Eustachy, w niejednym domu.

– A ile rodzin nie spotka się przez te obostrzenia? Nie przytulą się do siebie, nie wycałują, nie spojrzą z bliska w oczy, opłatkiem nie podzielą się…

– Co roku to największa frajda: Co robicie w Święta, pytają jedni drugich. – Jedziemy do mamy, do rodziców, do babci… Nie tym razem.

– A ilu naszych spędzi ten czas za granicą? Przecież rozjechali się rodacy po świecie.

– W samej Unii jest podobno ponad 2 miliony. Do tego Stany? Loty wstrzymane, kwarantanny, szlag by trafił. Co to za kraj, że ludzie od tylu lat muszą za szczęściem wyjeżdżać? Najbardziej mi żal, panie Eustachy, tych babć i dziadków. Wiem, co mówię, sam to przeżywam. Dla nas przecież każde Święta mogą być tymi ostatnimi. I bez wnuków, bez córek i synów? Dla ludzi starszych, to naprawdę będą Święta słodko-gorzkie, że tak powiem. No, na mnie już czas, żona czeka. Niech się przynajmniej mnie doczeka. Żadna to już atrakcja, ale zawsze. Wszystkiego dobrego panie Eustachy!

Szaser