Taniec na lodzie

– Co pan panie Eustachy taki blady jesteś. Jakbyś krwi nie miał?
Pan Kazimierz Główka, kupiec bieliźniany z Bazaru Szembeka, patrzył na swojego znajomego z wyraźnym niepokojem.

– Oj panie Kaziu, niby z pana kumaty facet, a nieraz jak pan co powie, to jakby pan nie z Grochowa był. Krew to ja mam i owszem, tylko nikt nie zbadał, czego w niej dzisiaj więcej: krwi, czy tego, co ja wiem, a pan powinieneś się domyśleć.

– O to panu się rozchodzi… Może to przez te mroźne dni musi się pan wewnętrznie rozgrzewać

– A wiesz pan, może tak być. Dajmy na to jak Grochów długi szeroki wszyscy narzekają na zimę. A jak tyle lat jej nie było, to wzdychali do śniegu i mrozu? A śnieg? Napadało, to napadało. Przyjdzie wiosna, to stopi.

– Niekoniecznie. Sam widziałem, jak z bloku na Boremlowskiej dwóch gości łopatami śnieg zrzucało. Pan też pewnie zarobisz teraz pare groszy, bo jak jest robota, to jest i kasa…
Ku zaskoczeniu pana Główki, pan Eustachy nie posiadał się z oburzenia.

– Coś pan, ja nie tańcze. Oczy nie te. Najpóźniej w trzeciej minucie w dół na morde bym zleciał. Ale, żebym tak całkiem z tego nic nie miał, też powiedzieć nie mogę. Pilnuje chłopaków, co się
najmują. Ja jestem na dole, oni na górze, a razem przy kasie. No, a potem – do pani Krysi, po procenty. I jakoś te zime przetrzymamy, w morde jeża.

– Są jeszcze chodniki…

– Nie widzisz pan, co się dzieje. Wszyscy tańczą jakiś taniec na lodzie. A jak nie tańczą, to chodzą ostrożnie i powoli, jakby z Garwolina byli, a nie ze stolycy… I tak cud, że tramwaje jeżdżą, bo na początku lutego na ten przykład w Szczecinie na 2 dni zamarzły.

– A na boczne ulice to idziesz pan na własną odpowiedzialność. Straży się narobiło, a dopilnować nie ma komu. Teraz kobity chodzą se, jak te łanie: kurtka dopasowana, spodenki na każdem detalu leżą jak trzeba, czapeczka na głowie, kosmyk spod czapeczki, szmineczka – mineczka, bierz mnie, gryź mnie… Chłopy też nie gorsze, wystrojone, pachnące i modnie odziane… A pogonić do uprzątania śniegu i lodu nie ma komu. Kiedyś był tu dzielnicowy. Żeberko go nazywali, bo mu łobuziaki żebra uszkodzili. Za Żeberki, panie Kaziu, nie było mowy, żeby chodniki przed posesjami były oblodzone.

– Cóż, panie Mordziak, byli czasy, przyszli nowe. Dlatego proszę pana: o tem Żeberce, to niech pan obcym nie opowiada, bo jeszcze zrobią z pana wroga demokracji i miłośnika słusznie minionego reżimu.

– Że co proszę…

– Nic, panie Eustachy, nic. Tak mi się tylko powiedziało. Zdrówka życzę.

Szaser 

Co tam panie na Pradze
Warszawski Lokalny Portal Informacyjny Mieszkaniec=

Podziel się informacjami

Bieżący numer

Bieżący numer

Nr 5 (893) ROK XXXV
Następne wydanie 26.03.2026


error: Zawartość chroniona prawem autorskim!! Dbamy o prawa: urzędów, instytucji, firm z nami współpracujących oraz własne. Potrzebujesz od nas informacji lub zdjęcia? Skontaktuj się redakcja@mieszkaniec.pl
Przejdź do treści