Ustawa, która chroni, czyli kilka słów o reprywatyzacji

Przez lata „układ warszawski” trzymał się dobrze. Dziesiątki milionów złotych, tysiące lokali, hektary gruntu. Najlepsze adresy, wysokie czynsze…

W końcu nieukrywana radość, wizja końca strachu, łez, pism sporządzanych na papierze podaniowym drżącą i zmęczoną życiem ręką. Młody polityk, zaledwie 32-letni z energią i odwagą zaprezentował założenia projektu ustawy reprywatyzacyjnej. Główne stacje transmitowały to wydarzenie na żywo. Dziesiątki tysięcy zainteresowanych mieszkańców Warszawy, Łodzi czy Krakowa potakiwały przed telewizorami. Niejeden mieszkaniec Pragi-Południe ze Skaryszewskiej, Stanisława Augusty, Mińskiej czy Kobielskiej ostatkiem sił westchnął: – Nareszcie! Powróciła nadzieja.

Wspomniana ustawa zakazuje oddawania budynków wraz z lokatorami. Dla spadkobierców zaś określa jasne zasady uzyskiwania rekompensat finansowych. Oczywistym jest, że Polski nadal nie stać na 100-procentowe zadośćuczynienie finansowe za mienie zagarnięte dekretem Bieruta. Ustawa wskazuje zatem na 20 procent rekompensaty. Nie pozostawia więc spadkobierców z niczym. Mogą oni także – jeżeli podejmą taką decyzję – uzyskać 25 procent rekompensaty, wypłacanej jednak nie w pieniądzu, ale w obligacjach Skarbu Państwa. Nie będzie możliwości zwrotów w naturze, co chroni nie tylko kamienice, ale również szkoły czy przedszkola, a przecież w Warszawie były już oddawane w prywatne ręce. Powróciła nadzieja.

Ustawy rodziły się w bólach. Nie, nie ta ministra Jakiego, ale te wcześniejsze i ta, którą zawetował Aleksander Kwaśniewski. Nie było odwagi, nie było lidera, nie było wreszcie wiedzy, że – jak potwierdziła Hanna Gronkiewicz-Waltz – „w ratuszu działała grupa przestępcza”. Chociaż można śmiało stwierdzić, że wszyscy wiedzieli tylko nie urzędnicy i politycy z placu Bankowego. Przez lata „układ warszawski” trzymał się dobrze. Dziesiątki milionów złotych, tysiące lokali, hektary gruntu. Najlepsze adresy, wysokie czynsze. Ile istnień ludzkich pochłonęła reprywatyzacja w Warszawie. Ile osób, czasami w podeszłym wieku, samotnych, nie wytrzymało napięcia, lęku, stresu, nękania, uporczywych remontów, nieuzasadnionych czynszów? Wiemy o Jolancie Brzeskiej, a czy wiemy o innych? Kto ma ich na sumieniu? Kto się poczuwa? Ale nadzieja powróciła.

Pisząc ten tekst chciałbym bardzo, aby był on ostatnim, w którym piszę o reprywatyzacji. Nie chcę już o tym pisać. Nie chcę, bo za każdym razem, gdy spotykam mieszkańców pokrzywdzonych reprywatyzacją zachodzę w głowę, jak mogło do tego dojść. Jak można było być tak nieświadomym prezydentem miasta, prokuratorem, sędzią, prawnikiem, urzędnikiem, radnym i nie widzieć, że dzieje się przeogromna krzywda. To dojmujące uczucie ustępuje jednak dzisiaj nadziei, nadziei która powraca.

Dariusz Lasocki
radny dzielnicy Praga-Południe