W pewnym sensie…

W pewnym sensie wszyscy mówimy po polsku, wszak to nasz język ojczysty, a nawet macierzysty. Jesteśmy z nim osłuchani od urodzenia, a pierwsze, nieporadne „mama” z czasem zmieniło się w potoczyste wypowiedzi.

R3 okoUmiemy wyrazić nasze uczucia, obserwacje, obawy. Każdy z nas jest świadom, że polszczyzna, jaką się posługuje, w znaczący sposób buduje jego wizerunek w oczach innych i wpływa na to, jak inni się do nas odnoszą. No i tu pojawia się pewien problem. Wielu z nas go ma, choć tylko nieliczni go zauważają. Zbyt często bowiem słowa płyną z naszych ust mechanicznie, bez zwracania istotnej uwagi na to, co dociera do słuchacza. Ja znam moje intencje, ja wiem co chcę wyrazić, więc oczywiste wydaje się, że rozmówca zrozumie. Właśnie: wydaje się!

Jeśli mówimy na przykład „prosiłbym herbatę”, to oznacza, że… jeszcze nie jesteśmy zdecydowani! „Prosiłbym” sugeruje jakiś warunek: prosiłbym herbatę, jeśli macie zieloną; prosiłbym herbatę, jeśli będzie w filiżance itd. Czy ktoś, kto „prosiłby o herbatę”, zamiast „proszę o herbatę” zdaje sobie sprawę, że robi wrażenie osoby niepewnej, chwiejnej? Niekoniecznie.

Albo ci, którzy mawiają „chciałbym wam życzyć”. Chciałbyś, człowieku, czy życzysz nam? Zdecyduj się, zanim otworzysz usta, bo to nie jest to samo! Chciałbyś – to jeszcze sobie przemyśl. Życzysz nam – to mów „życzę wam”!

„Chcę powiedzieć, że powinniśmy…” – słuchacz często słyszy tu wahanie, a nawet obawę przed wyrażeniem własnego zdania. Czy nie lepiej zacząć po prostu od „Powinniśmy…” lub „Moim zdaniem powinniśmy”?

Najgorzej z tymi, którzy braki w obyciu sztukują wulgaryzmami. Czy zdają sobie sprawę, co rozumiem, gdy słyszę „Ja, k…” albo „moja matka, k…”. Cóż najwyraźniej mówiąc tak o matce gość afiszuje się z tym, że jest zwykłym sk…synem. Ludzie słyszą dosłownie to, co powiedział! Niezbyt lubię formę „niech pan się przesunie”, „niech pani to weźmie”. Czy nie sympatyczniej powiedzieć „proszę się przesunąć” czy „proszę to wziąć”?

Tu i tam pokutuje poprzedzanie wypowiedzi zwrotem „w pewnym sensie”, co nieraz stwarza sytuacje komiczne, np. „w pewnym sensie to moja żona” czy „w pewnym sensie rozumiem, co pani mówi”.

„W pewnym sensie” natomiast na ulicy Fabrycznej w podwarszawskich Markach jest znak – czarne 40 w białym kole. To znaczy – w pewnym sensie znak. Bo nie ma w polskich przepisach znaku czarno-białego, mającego w zamyśle ograniczać prędkość. A ten stoi. Respektować go, czy nie? Chyba nie, bo to nie jest prawdziwy znak. Ale może lepiej pośmiać się i jednak zwolnić. W pewnym sensie, współczuję kierowcom, którzy go mijają…

żu