Warszawskie dzieci ‘44

1 sierpnia 1944 r. warszawskie dzieci poszły w bój. Często wbrew woli dorosłych. Pomimo młodego wieku wykonywały niebezpieczne zadania: roznosiły pocztę, opiekowały się rannymi, szły na czołgi z butelkami wypełnionymi benzyną, pomagały budować barykady. 2 sierpnia 1944 r. powstała Harcerska Poczta Polowa. Dzieci, które roznosiły listy, miały 12–15 lat, ale były też młodsze.

Założenie dorosłych było takie, że dzieci nie dostają do ręki broni. Zdarzało się jednak, że dzieci zgłaszały się do pomocy z bronią w ręku. Tak było w przypadku
11-letniego Witolda Modelskiego, którego rodzice zginęli pierwszego dnia powstania. „Warszawiak” (taki pseudonim otrzymał młody Witold), został kapralem, uczestniczył w walkach na Starym Mieście oraz na Czerniakowie (z batalionem „Parasol”). Zginął 20 września na Wybrzeżu Czerniakowskim. Pośmiertnie stał się symbolem walczących dzieci, jest patronem Sali Małego Powstańca w Muzeum Powstania Warszawskiego.
14-letni Jerzy Bartnik „Magik”, podoficer Państwa Podziemnego, brał udział w walkach o Pałacyk Michla, bronił cmentarzy, brał udział w walkach na Starym Mieście i Śródmieściu (po przejściu kanałami).
8-letni „Kędziorek”, został jednym z najmłodszych żołnierzy powstania. Walczył jako łącznik. 8-letnia Różyczka Goździewska była sanitariuszką w szpitalu przy ul. Moniuszki 11.

Dlaczego dzieci decydowały się na walkę z okupantem?

Jednym z powodów było to, że na własne oczy widziały okrucieństwo wojny, niejednokrotnie egzekucje i łapanki. Dla dzieci były to sytuacje szokujące, odzierające z dzieciństwa. Takie przeżycia skutkowały wśród młodych osób szybszym dorastaniem. Dzieci nie zdawały sobie sprawy z zagrożenia, jakie niosła ze sobą wojna. Nie bały się także śmierci. Były na tyle sprytne, że przyłączając się do powstańców zawyżały swój wiek. Chciały walczyć i pokazać, że są patriotami. Doskonale znały topografię miasta, wiedziały, gdzie rozlokowani są gołębiarze (tak nazywano niemieckich strzelców), by bezpiecznie przenieść meldunek, ulotki czy prasę konspiracyjną.

Dzieci nieświadome zagrożenia

Powstaniu Warszawskim uczestniczyły także dzieci, które nie były świadome otaczającej ich sytuacji. Najbardziej poszkodowaną grupą były małe, przerażone i głodne dzieci, których rodzicie zginęli w trakcie walk. Zdarzały się sytuacje, w których powstańcy znajdowali osamotnione dzieci w gruzach albo w bramach. W ten sposób osierocone dzieci przyłączały się do walczących żołnierzy.

Tak było z chłopcem o pseudonimie „Tor”, zwanym Torbą. W swoim chlebaku, z którym nigdy się nie rozstawał, miał całe swoje dotychczasowe życie i to, co po nim zostało – zdjęcie ojca, który poległ na wojnie, różaniec matki, która zginęła pod gruzami i lalkę siostry, która poniosła śmierć razem z matką. Chłopak, w pierwszych dniach powstania, został żołnierzem batalionu „Zaremba-Piorun”. Pełnił tam służbę jako goniec Jerzego Marcinkowskiego, ps. „Jur”.

Powstanie w oczach dzieci to nie tylko chęć do walki, to także uczucie przerażenia, ból, zapach spalenizny, głos wyjących zwierząt, smak świńskiego ucha z chrzanem, które z powodu głodu smakowało jak rarytas.

– Pamiętam jak siostra mojej mamy zdobyła gdzieś świńskie ucho, ziemniaki, kapustę i odrobinę chrzanu. Zrobiły z tego zupę. Boże, co to był za smak. W dorosłym życiu poprosiłem żonę, żeby mi zrobiła takie ucho z chrzanem, tak mi się smak zakodował. Ale to już nie było to – mówi Antoni, który w czasie powstania miał 5 lat.

Gdy Powstanie Warszawskie się zakończyło, małym dzieciom i rodzicom towarzyszył strach, którego do końca nie rozumiały. Zaczęła się mianowicie wywózka ludności cywilnej z miasta.

– Mieszkaliśmy na ul. Kawczej na Pradze. Moja mama i ciotka nie zostały wywiezione tylko dlatego, że miały małe dzieci. To znaczy ciotka nie miała własnego dziecka, ale moja mama „podzieliła się” swoją dwójką. Ciocia trzymała na rękach moją siostrę i tylko dlatego pozwolono im zostać na Pradze. Ojca wywieziono do obozu przejściowego Dulag w Pruszkowie – dodaje Antoni.

Nie wszystkie dzieci miały takie szczęście. Te starsze, po upadku powstania, dostały się do niewoli, a Niemcy łamali konwencję genewską i wykorzystywali dzieci do pracy, np. w zakładach zbrojeniowych. Przyjmuje się, że wśród 45 000 powstańców, w walkach brało udział 5840 dzieci w wieku od 10 do 18 lat oraz 2912 osiemnastolatków. Byli i młodsi. /om/

Źródło: własne
Zdjęcia: wikimedia.org



Bieżący numer

Bieżący numer w .pdf

Nr 22(813) ROK XXXI
Następne wydanie 8.12.2022

Najnowsze wiadomości

error: Zawartość chroniona prawem autorskim!! Dbamy o prawa: urzędów, instytucji, firm z nami współpracujących oraz własne. Potrzebujesz od nas informacji lub zdjęcia? Skontaktuj się redakcja@mieszkaniec.pl
Skip to content