Weterynarz będzie leczył na OIOM-ie? Uśpić psa, bo zaraża? Nie dajmy się zwariować!!!

„Kot i pies są źródłem zakażenia, więc trzeba się ich jak najszybciej pozbyć. Weterynarze są powoływani do leczenia pacjentów w szpitalach na OIOM-ach” – pandemia wirusa i epidemia strachu przyczyniają się do tworzenia kolejnych „sensacyjnych” informacji. Nie omijają one także Głównego Inspektoratu Weterynarii, który ma niełatwe zadanie, by prostować wręcz niewiarygodne doniesienia.


Jakiś czas temu świat obiegła wiadomość, że w czasie epidemii w Wuhan zginęło wiele psów i kotów. To wystarczyło, by rozpętało się informacyjne szaleństwo w mediach społecznościowych i przekazywane dalej, pocztą pantoflową, przerażające newsy nabierały coraz bardziej dramatycznych kształtów. Psy i koty poumierały w Chinach! A skoro Wuhan, to COVID-19! Nikt nawet nie brał pod uwagę tego, że w Wuhan faktycznie domowe zwierzęta poumierały, ale tylko dlatego, że wielu mieszkańców je porzuciło opuszczając swoje domy.

Ludzie masowo zaczęli oddawać psy do schronisk. W gabinetach weterynaryjnych rozdzwoniły się telefony z pytaniami o eutanazję kotów i psów. Właściciele czworonogów, przerażeni wizją wirusa roznoszonego przez zwierzęta, chcieli się ich pozbyć.

Oczywiście polskie prawo nie przewiduje możliwości eutanazji na życzenie, a tylko ta w takim przypadku wchodziłaby w grę i to na masową skalę! Najważniejsze, jak podkreśla Główny Inspektorat Weterynarii, jest to, że nie ma dowodów nawet sugerujących, że zwierzęta zakażone przez ludzi odgrywają rolę w rozprzestrzenianiu się wirusa.

Istnieje pewna możliwość zarażenia się COVID-19 u niektórych zwierząt poprzez bliski kontakt z zarażonymi ludźmi. Do 31 marca 2020 r. stwierdzono pozytywne testy u 2 psów w Chinach i 1 kota w Belgii, które miały bliski kontakt z osobami zarażonymi. Trwają badania mające na celu lepsze zrozumienie podatności różnych gatunków zwierząt na koronawirusa oraz ocenę dynamiki infekcji u podatnych gatunków zwierząt – wyjaśniają Inspektorzy.

Bardzo ważne jest, aby chore osoby ograniczyły kontakt z posiadanymi zwierzętami. Jeśli zdarzy się, że nasz kot czy pies zachoruje, trzeba niezwłocznie udać się z nim do lekarza weterynarii, który postawi diagnozę i zaleci leczenie. Koniecznie trzeba poinformować o ewentualnym kontakcie z osobą zakażoną koronawirusem.

Kolejną „ciekawostką”, która poruszyła wiele osób, jest wiadomość o tym, że weterynarze mają pomóc medykom w leczeniu pacjentów w szpitalach.

Sieć obiegła wiadomość lekarki weterynarii, która zalecając klientom siedzenie w domu informuje, że jeśli tego nie zrobią, to lekarz weterynarii będzie leczyć ich zapalenie płuc – to po tych słowach, które z pewnością miały na celu przemówienie do rozsądku ludziom, którzy wbrew apelom i przestrogom wychodzą z domów, ruszyła lawina…

Jak jest naprawdę? Lekarze weterynarii są powoływani jako rezerwa epidemiologiczna w przypadku epidemii, ale nie do leczenia ludzi! Zajmują się m.in. zabezpieczeniem źródeł wody, zwierząt hodowlanych czy wsparciem technicznym.

Lekarze weterynarii ze specjalizacją z Ochrony Zdrowia Publicznego, pracownicy Inspekcji Weterynaryjnej mogą być delegowani do wsparcia administracyjnego i terenowego, gdyż posiadają niezbędną wiedzę w tym zakresie oraz odpowiednie przeszkolenie epidemiologiczne, jednak nikt nie będzie delegować studentów weterynarii do pracy przy respiratorach na oddziałach zakaźnych – zaznacza Główny Inspektorat Weterynarii.

 

 

Źródło: GIW