Wojciech Wysocki

Chciał zostać dziennikarzem sportowym lub polonistą. Na szczęście Wojciech Wysocki trafił do szkoły teatralnej. Stworzył wiele niezapomnianych kreacji aktorskich i oswoił własne kompleksy.

Kiedy pomyśli o czasach swojego dzieciństwa, przed oczami ukazuje mu się ukochana babcia Rozalia. To właśnie ona wzorowo zajmowała się domem, gotowaniem, odprowadzaniem Wojtka do szkoły. A nie zawsze było to łatwe zadanie, bo mały Wojtuś w najróżniejszy sposób potrafił dochodzić swoich racji. Na szczęście babcia Rozalka miała dużo cierpliwości. Mówiono, że jest oazą spokoju i znosiła wszystkie humory wnuka ze stoickim spokojem.

Wojtek miał swoje zdanie, ale kłamstwem byłoby nazwanie go niegrzecznym chłopcem. Dobrze się uczył i przykładał do swoich obowiązków. Ale i tak dzisiaj przyznaje się do tego, że jego dzieciństwo trwało przez 18 lat. Bo myśleć o swojej przyszłości zaczął dopiero w klasie maturalnej.

Z początku chciał zostać dziennikarzem sportowym. A to dlatego, że kochał sport i z pasją grał w koszykówkę. Kolejnym pomysłem na siebie była polonistyka. Jednak, żadna z tych opcji nie przekonywała go w stu procentach. Z pomocą przyszła przybrana ciocia, wybitna poetka Joanna Kulmowa. To ona zmieniła wszystkie plany Wojciecha. Dostrzegła w nim talent i podsunęła pomysł, aby zdawał do warszawskiej PWST. Kazała nauczyć się wiersza.

Wybrałem Tuwima „Piękne krawaty, lecz cóż mi po nich, kiedy jestem garbaty” – bo byłem wtedy nieszczęśliwie zakochany. I odnalazłem się pierwszy pod kreską, przede mną był Paweł Wawrzecki. I wtedy się dopiero zawziąłem – wspomina pan Wojciech w jednym z wywiadów.

Motywacja okazała się skuteczna. Po roku pan Wojciech zdał na uczelnię z pierwszą lokatą. Zapamiętano go jako ucznia pilnego i pracowitego. Grywał dużo i to już nawet w czasie studiów. A sławę zdobył jako kapitan Wiesnicyn w ekranizacji powieści Stefana Żeromskiego „Wierna rzeka” w reżyserii Tadeusza Chmielewskiego.

Sporo pracował, zagrał w ponad siedemdziesięciu filmach fabularnych. Znany jest również z wielu popularnych seriali telewizyjnych, takich jak „Dom”, „Ekstradycja”, „Zostać miss”, „Klan”, „Na Wspólnej”, „Ranczo”. Jest również laureatem Wielkiego Splendora – najważniejszej nagrody Teatru Polskiego Radia.

Od początku swojej kariery związany był z teatrem. Dzisiaj także możemy zobaczyć go w popularnych spektaklach teatralnych m.in. „Central Park West” Teatru 6. Piętro, „Konserwator” Teatru Komedia, czy „Dziwna para”, „Dajcie mi tenora”, „Kiedy kota nie ma” Teatru Capitol.

Pan Wojciech ciężko pracował na dzisiejszą pozycję w świecie show-biznesu. Ale zawsze miał czas na życie prywatne. Aktor miał słabość do kobiet. Chętnie romansował, ale nie umiał się wiązać na dłużej. „Ideał na trzy miesiące” – mówiły o nim dziewczyny. A swoją pierwszą żonę poznał w… areszcie! Trafił do niego po zbyt hucznym świętowaniu.

Były czasy polityczne, pokrzykiwałem sobie na ulicy hasła antypaństwowe. No i przymknęli mnie – zdradził aktor.

Na szczęście w areszcie zjawiła się piękna dziewczyna, która uprosiła oficera dyżurnego, by go wypuścił. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Z Małgorzatą, bo tak miała na imię tajemnicza nieznajoma, spędzili razem trzynaście pięknych lat. Dopiero po takim czasie zdecydowali się na ślub. Niestety uczucie nie przetrwało próby czasu. Para rozstała się zaledwie po roku małżeństwa.

Niełatwo zrozumieć męża aktora, który wraca z pracy późnym wieczorem, rano biegnie na próbę, w przerwie ma zdjęcia do filmu i nigdy nie ma czasu dla domu – tłumaczył się aktor.

Pan Wojciech wyprowadził się z ich wspólnego lokum i samotnie zamieszkał w kawalerce. Wydawało mu się, że już nigdy nie odnajdzie szczęścia w miłości. Rozpaczał nie tylko po stracie ukochanej, ale i po rozstaniu z jej synem z poprzedniego związku, z którym był bardzo zżyty, bo zastępował mu ojca.

Czas nie uleczył ran. Doszło do tego, że pan Wojciech zaczął unikać kobiet jak ognia. Zajął się pracą i podróżowaniem. Ale życie w pojedynkę nie było mu jednak pisane.

W 1998 roku na Festiwalu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu poznał Joannę.

Zauważyłem dziewczynę stojącą w towarzystwie mojego kolegi. Ciemnowłosa, delikatna, miała w sobie łagodność i dobroć. Nigdy nie byłem podrywaczem, ale odważyłem się podejść i przedstawić – wspominał.

Wiktor Zborowski, z którym stała dziewczyna, zdążył jej szepnąć na ucho: – Wojtek jest w porządku facetem, samotny, więc zajmij się nim… Spędziła z panem Wojciechem romantyczny wieczór, potem przegadała z nim całą noc.

Zazwyczaj nad wszystkim w swoim życiu zastanawiam się długo, ale z Joanną wszystko stało się bardzo szybko – przyznał aktor.

Kobieta mieszkała we Wrocławiu, pan Wojciech w Warszawie. Przez pierwsze dwa miesiące codziennie do siebie dzwonili. Życie na odległość nie było jednak dobrym rozwiązaniem. W końcu pani Joanna przeniosła się do stolicy, zamieszkali w domu przyjaciela Wojtka.

Z każdym dniem wspólnego życia przekonywali się, że są dla siebie stworzeni. Byli idealnie zgrani, mimo dzielącej ich sporej różnicy wieku. Zdecydowali się na szybki ślub. A później pani Joanna zaszła w ciążę. Urodziła się Rozalka – imię wybrane na cześć babci aktora.

Był to jeden z najszczęśliwszych momentów w jego życiu . Jednak radość z narodzin córki nie trwała długo. Popsuła ją wiadomość o chorobie nowotworowej. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło. Aktor pokonał raka.

Dopiero gdy wyzdrowiał, wziął ślub z ukochaną. Zorganizował cichą i skromną uroczystość.

Dziś, ukochana żona Joanna i córka Rozalka są największym szczęściem aktora. Żyją razem na warszawskim Grochowie. I każdego dnia pan Wojciech dziękuje za życie, miłość i pracę.


Fot. Agencja WBF