Życie na odwyrtkę

– Witam, panie Eustachy. Witam!

Kazimierz Główka, emeryt, kordialnie przywitał się z Eustachym Mordziakiem, kupcem handlującym na pl. Szembeka damskimi dessous.

– Cieszę się, że widzę pana w dobrym zdrowiu, panie Kazimierzu. Zaszczepiony?

– Niech pan sobie wyobrazi, zadzwonili, umówili i zaszczepili.

– W Siedlcach czy w Ostrołęce?

– Nie, na Szaserów, bo tam w kolejce czekałem. Czekałem długo, ale jak już wezwali, to poszło szybko. Ale i tak, co się napatrzyłem, to się napatrzyłem.

– A na co, że zapytam z ciekawości? Na doktorów?

– Najwięcej jest tam personelu pomocniczego. A biegają, a pędzą – jedna pcha wózek z lekami, druga wózek pusty, ta z pacjentem, tamta z papierami… Włos rozwiany, obcasy wybijają niepokojący rytm niczym afrykańskie bębny. Są i lekarze, owszem, głównie młodzi. Tych poznać można po głuchym stukocie drewnianych sabotów, które noszą na białe skarpety. No i po stetoskopie przewieszonym przez szyję. Ale ja, powiem panu, patrzyłem na gablotę… Taką zwykłą, ze zdjęciami różnych szpitalnych gadżetów.

– Znaczy, co: kule, chodziki, kaczki w różnych kolorach?…

– Otóż nie. Szpital, podążając za modną obecnie kreatywnością, zachwala gadżety szpitalne, które można sobie kupić na pamiątkę – np. pobytu w sali pooperacyjnej albo na prezent. Dajmy na to z Zakopanego ciupaga, a ze szpitala strzykawka z plastrami (20 zł), znad morza – wisiorek z bursztynu, a ze szpitala podręczna apteczka (20 zł), z Mazur żaglówka z muszelek, a ze szpitala dzielnik leków (7 zł). Wszystko oczywiście z firmowym nadrukiem „Wojskowy Instytut Medyczny”, żadnej lipy.

– Panie Kaziu, a nie uważa pan, że świat wokół nas zwariował jednak? Do tej pory myślałem, że tylko Poczta Polska kuku na muniu dostała. Bo gdzieby pana wzrok nie pobiegł, to natrafi na napoje, słodycze i długopisy, na pobożne gazety, na książki i poradniki kulinarne, których autorkami są głównie zakonnice. O znaczki trzeba pytać…

– Czasy mamy nerwowe, bo przecież ten Covid wszystko niszczy. A każdy chce zarobić. Handlują ludzie czym mogą i gdzie mogą.

– Ale mnie chodzi o to, że całe nasze życie do góry nogami się wywraca. Wszystko na odwyrtkę, nic nie jest takie samo.

– Podziwiam pana wrażliwość, panie Eustachy, ale chyba jednak trochę pan przesadza. Choć przy okazji dowcip mi pan przypomniał, że tak powiem a propos:

– Marcin, musimy porozmawiać.

– Mam na imię Maciej…

– No właśnie, co bym nie powiedziała, zawsze coś ci nie pasuje!…

Szaser