Upały i cmentarz w Odessie

Zamiast tradycyjnego „dzień dobry” pan Kazimierz Główka, emeryt i klient tutejszy, na powitanie z kupcem bieliźnianym z bazaru na Pl. Szembeka, Eustachym Mordziakiem wypowiedział te słowa: – Chcieliśmy ciepełka, to mamy!

– Daje popalić, oj daje, panie Kaziu. Ale wolę gorąco niż jesienno-zimową breję.

– I co pan o tym wszystkim myśli, panie Eustachy?

– O czym „wszystkim”?

– No dajmy na to o tych „ludziach w bieli”, którzy za łby się wzięli i swoje brudy szeroką strugą wylewają na ulice.

– Powiem panu, że jako prosty kupiec, to ja się czuję tym wszystkim zażenowany. Lekarz to przecież dotąd był ktoś jakby półświęty. Ludzi ratuje, od bólu wyzwala, to ktoś komu człowiek powierza najgłębsze tajemnice. A tu nagle jakby mi ktoś w pysk dał: kłócą się, obrzucają oskarżeniami, kłamstwami, a jak trzeba mówić prawdę i tylko prawdę, to kręcą tyłkiem, mamrocą, że osobiście nie widzieli, nie brali udziału, tylko słyszeli, że ktoś coś komuś… I tak ci nasi pół bogowie stają się małymi zawistnikami, banalnymi plotkarzami, karleją. Gonią za forsą, zazdroszczą jeden drugiemu, kablują na siebie, kombinują. Kasa, panie Kaziu, ich zaślepiła. Coś wartościowego i wzniosłego zostało upokorzone, zniszczone, sprowadzone do poziomu pospolitości.

– „Ideał sięgnął bruku”?

– Ja tam nie wiem, szkół za wielkich nie mam, ale jako zwykły człowiek czuję po prostu, że jakieś nasze wspólne ideały zostały przez tę pyskówkę zbrukane.

– Powiem panu, panie Eustachy, że moim zdaniem – człowieka wiekowego i doświadczonego, wszystko to czego jesteśmy świadkami, to lipa. Chodzi jak zwykle o władzę. Szkoda tylko, że brutalna polityka wciągnęła w swe tryby jeden z ostatnich zawodów, który przynajmniej teoretycznie charakteryzował się wysokimi standardami moralnymi.

– No dobrze, ale jak z tym żyć?

– Porządnie. I kochać życie, mimo wszystko.

– W tej sytuacji przypomina mi się taki dowcip: w Odessie po cmentarzu żydowskim przechadza się trzech spacerowiczów. Spoglądając na otoczenie pierwszy mówi:

– Ja chciałbym leżeć koło rebe Zusmana, wielce uduchowiony to był człowiek, drugi: – a ja razem z Mojsiejem Rabinowiczem, to wielki człowiek był, trzeci zaś: – a ja obok madame Kac.

– Przecież ona jeszcze młoda, piękna i żywa jak najbardziej!

– Właśnie dlatego…

Szaser 

Co tam panie na Pradze
Mieszkaniec – gazeta mieszkańców Warszawy

Podziel się informacjami
error: Zawartość chroniona prawem autorskim!! Dbamy o prawa: urzędów, instytucji, firm z nami współpracujących oraz własne. Potrzebujesz od nas informacji lub zdjęcia? Skontaktuj się redakcja@mieszkaniec.pl
Przejdź do treści