Mam Teatr w Australii

Są znani w całej Warszawie. Mieszkają na Białołęce, tam udzielają się w licznych akcjach dla dzieci, występują w wielu dzielnicach, często goszczą m.in. w PROM-ie Kultury na Saskiej Kępie. Ich przedstawienia poruszają, bo opowiadają o życiu, o małżeńskich perypetiach, w ich przedstawieniach wielu z nas odnajdzie siebie – „Mam Teatr”, czyli aktorskie małżeństwo: Marzanna Graff i Aleksander Mikołajczak. Marzanna występuje w teatrze, jest też autorką książek zarówno dla dzieci, jak i dorosłych, pisze teksty piosenek. Aleksandra znamy z wielu ról w filmach i serialach, występował m.in. w „Ranczu”, „Na Wspólnej”.

Czasem świat się zmienia, gdy idziemy do teatru, a czasem świat zmienia odczucia teatru. Tym razem stało się to drugie. Marzanka i Alek z zimnej Polski polecieli do Australii. Przywitały ich ogromne upały. Temperatury powyżej 40 stopni w cieniu. Przy naszej kapryśnej aurze ich słoneczne pozdrowienia pozwolą choć na chwilę zapomnieć o tym, że na ulicach i chodnikach mamy śnieg i błoto.

Udało się nam z nimi połączyć i podpytać o to, jak jest im po drugiej stronie świata i dlaczego się tam znaleźli?

Czy to nie za duży szok przeskoczyć tak ze śniegu i mrozu do takich ekstremalnych upałów?

– Trochę szok, ale nie największy. Kiedyś lecieliśmy do Australii, gdy w Polsce było minus 20, a w tu 46,8 w cieniu. Tym razem wylecieliśmy przy zaledwie minus 1 (śmiech). Ale poważnie mówiąc, to trzeba bardzo uważać. Są godziny, gdy lepiej nie wychodzić na dwór. Do tego upały wywołują pożary.

– A jesteście teraz w miejscach zagrożonych pożarami?

– Jesteśmy w buszu ok. 80 km od Melbourne. Tu polski aktor Krzysztof Kaczmarek założył kiedyś teatr. To trudny teren, jeśli chodzi o pożary. Busz płonie szybko, bo rosną tu głównie eukaliptusy, które wydzielają olejek łatwopalny. Nad buszem zawsze widać niebieską parę – to właśnie parujący olejek eukaliptusa. Kilka lat temu był tu ogromny pożar. Płonęło wszystko i to tak szybko, że strażak, który obserwował teren dostał rozkaz ewakuacji. Wtedy Krzysiek Kaczmarek pędził samochodem pomiędzy ścianami ognia, aby polewać wodą dom. Wierzył, że może go ocalić. W pewnym momencie ogień był tak blisko, że wykręcał w spirale szklane butelki. Odjechał. Następnego dnia wrócił, aby zobaczyć zgliszcza. Po przyjechaniu zobaczył cały dom. W ostatnim momencie zmienił się wiatr i ocalił dom. Ogień poszedł w drugim kierunku. Teraz płoną te tereny, które zabrał wtedy zmieniony ogień.

– Nie boicie się?

– Na szczęście jutro ma być już nieco chłodniej, ok. 34 stopni. Wybieramy się do centrum Melbourne, więc będzie trochę oddechu.

A co czeka Was w Melbourne?

– Wywiad w ogólnoaustralijskim radiu SBS.

– Wywiad?

– Rozmowa o spektaklach, które tu gramy: komedia „Podwieczorek życia” oraz premiera dramatu „Błękitny expres”.

– Będziecie je grali właśnie w Melbourne?

– Nie tylko tu. Również w Adelajdzie, Sydney i Perth.

– Zdaje się, że gracie w Australii już kolejny raz?

– Dokładnie czwarty.

Podoba Wam się tam?

– Bardzo. Cudowny klimat, fascynująca przyroda i wyjątkowi ludzie, którzy lubią nasze spektakle i… chyba nas również.

– Nie wątpimy, że Wasza gra aktorska ich fascynuje. Opowiecie nam coś więcej o tym, jak odbieracie przyrodę Australii?

– O tym można długo mówić. Może krótka opowieść o naszych porannych marszobiegach pomoże coś zrozumieć. Ranek. Słońce świeci na idealnie niebieskim niebie. Domy otaczają trawniki, które właśnie spryskują zraszacze. W wodzie kąpią się całe masy kolorowych papużek. Zraszacze dosięgają również eukaliptusów, które robią nam tym samym inhalacje swoim zapachem. W wielu ogrodach rosną drzewa frandżipani, które mają niesamowity, błogi zapach. Na drzewach owocowych siedzą białe papugi, które bałaganią nieco zjadając swoje przysmaki. Nagle jedna powtarza idealnie melodię, którą przed chwilą gwizdał Alek, druga zaś udaje w realistyczny sposób… wiertarkę. Myli nam się ruch stron na ulicy i prawie wchodzimy pod samochód. Kierowca uśmiecha się i przepuszcza nas życząc miłego dnia. Po chwili chcemy zrobić zdjęcie na tle dywanu papug. Ustalamy, kto robi zdjęcie, a kto na nim będzie, gdy podchodzi do nas młoda kobieta i proponuje „może ja zrobię zdjęcie Wam obojgu?”.

– Brzmi, jak bajka

– Więc nie dziwi chyba nikogo, że kolejny raz tu przylatujemy.

– Dobrze, dobrze, może jakieś wady tego kraju. Podobno wszystko chce Was tam zabić?

– Prawie wszystko (śmiech). Trzeba nauczyć się z tym żyć. Kiedyś nasza przyjaciółka Marylka z Perth powiedziała nam, że tu żmije są nieterytorialne i trzeba szurać, to uciekną. Może jest to metoda? Do tej pory spotkaliśmy dwa razy węże i nic nam się nie stało. Są pająki i na nie trzeba uważać. W domach większość ma informację, jaki pająk, jak wygląda i jaką robi sieć. To pomaga odróżnić te groźne od innych. Są też rekiny w dużych ilościach, a nawet ptaki, które atakują. No cóż, nie ma róży bez kolców.

Uważajcie na siebie i podbijajcie serca publiczności. Mamy nadzieję, że jeszcze uda nam się z Wami porozmawiać, żeby trochę słońca i optymizmu przekazać do Polski.

– Przesyłamy więc bardzo słoneczne pozdrowienia dla wszystkich w Polsce. Obiecujemy dalsze relacje.

Gdy zimno na dworze, dobrze usłyszeć ciepłe opowieści od aktorów Mam Teatr. Trzymamy kciuki, bo 3 lutego mają premierę spektaklu „Błękitny expres”, a już 2 lutego pierwszy raz zagrają na Antypodach komedię „Podwieczorek życia”.

error: Zawartość chroniona prawem autorskim!! Dbamy o prawa: urzędów, instytucji, firm z nami współpracujących oraz własne. Potrzebujesz od nas informacji lub zdjęcia? Skontaktuj się redakcja@mieszkaniec.pl
Skip to content