Dzieci szatana

– Oblicze uśmiechnięte, w oczach blask… Dobrze widzę?
Pan Kazimierz Główka nie mylił się. Nawet mniej wprawne oko niż jego zauważyłoby widoczną zmianę jaśniejącą na obliczu jego kolegi, kupca na bazarze Szembeka, Eustachego Mordziaka.

– Powiem panu, panie Kaziu, że rzeczywiście jakby trochę lżej mi na duchu było.

– A powód jaki? Pani Krysia, domyślam się.

– Tym razem chodzi o naszych piłkarzyków. Wreszcie zaczęli grać jak piłkarze, a nie jak jakieś smędzące się po boisku ciamajdy.

– O meczu z Holandią mówimy?

– No, a o czym?

– Jak pan wie, ja interesuję się, owszem, ale żebym wariował na tym punkcie, to nie. Zwłaszcza gdy nie mogę do domu dojechać, a nie mogłem.

– Pan nie marudzi, panie Kaziu przypadkiem?

 

– Przecież nie każdy musi być kibicem. Przynajmniej na razie.

– Co to znaczy „na razie”. Nie chce pan, to pan nie kibicuje, pański wybór.

– No właśnie obawiam się, czy nie zmierzamy w stronę czasów, kiedy bycie kibicem będzie obowiązkowe, a przynajmniej dobrze widziane. Beton pod narodowe fundamenty właśnie leje się na naszych oczach. Jest już odpowiednie stowarzyszenie i Pierwszy Kibic Rzeczypospolitej. Dalej samo pójdzie. Zresztą już idzie. Powiedziałbym nawet, że ogniście.

– Pije pan do incydentu podczas meczu.

– Ja nie piję, ja to widziałem, a teraz czytam, że panowie kibice poczuli się urażeni. Prezes od piłki wpierw się z nimi bratał, ale teraz wyrzekł się tej przyjaźni i plecie farmazony o zasadach i że nie będzie tolerował.

– A co biedny miał powiedzieć?

– Biedny? Wygląda, że wręcz przeciwnie. Właśnie jacyś dziennikarze dobierają mu się do piłkarskiej kasy i przekonują, że coś im się tam nie zgadza.

– Znakiem tego panie Kaziu, chce mi pan powiedzieć, że nad naszą piłką ciemne chmury się zbierają?

– W każdym razie wygląda na to, że sternik znalazł się między młotem, a kowadłem. Zerwać z kibicami-patriotami tak całkiem nie może, bo – wiadomo. Z drugiej strony zerwać z tymi, z którymi łączą go dziennikarze śledczy, też nie za bardzo może, bo tu z kolei trzymają go podobno jakiejś umowy.

– I tak źle i tak niedobrze.

– Dlatego on mi przypomina gościa, który poszedł do spowiedzi. Gdy wyznał wszystkie grzechy, usłyszał od księdza: – Musisz synu natychmiast wyrzucić z serca szatana, bo to on wodzi cię na pokuszenie.

– Nie, proszę księdza. Z szatanem zerwać nie mogę. Mam z nim dwoje dzieci.

Szaser 

Co tam panie na Pradze
Warszawski Lokalny Portal Informacyjny Mieszkaniec=

error: Zawartość chroniona prawem autorskim!! Dbamy o prawa: urzędów, instytucji, firm z nami współpracujących oraz własne. Potrzebujesz od nas informacji lub zdjęcia? Skontaktuj się redakcja@mieszkaniec.pl
Przejdź do treści