Fatum wisi nad Łodygową…

Przy tej ulicy na Targówku mieszkają co prawda ludzie światli, ale o fatum mówią coraz częściej, bo w jednym miejscu skumulowały się aż trzy nieszczęścia.

Kościół parafii św. Barnaby Apostoła…

…u zbiegu Łodygowej i Potulickiej, został „poczęty” decyzją pierwszego proboszcza, ks. Dariusza Dębińskiego, bez pozwolenia, niezbędnej dokumentacji i zbadania gruntu. Grunt tymczasem jest w tym miejscu podmokły, bo to pradolina Wisły, więc żeby budować, należało najpierw wylać wielką żelbetonową płytę i dopiero na niej stawiać konstrukcję. Był rok 2000.

Po ośmiu latach (!) nowy proboszcz odkrył samowolkę poprzednika i zaczął ją naprawiać. Wyszło na jaw, że zaplanowana konstrukcja jest za ciężka i może grozić zawaleniem. Trzeba było ją obniżyć, żelbet zastąpić drewnem i uzyskać wszystkie niezbędne zgody. W roku 2017 kościół został zamknięty w stanie surowym. Po 17 latach! Ale do końca jeszcze daleko. Trzeba bowiem sporo ponad JEDEN MILION złotych, aby proboszcz, ks. Bogdan Lewiński, mógł odprawić pierwsze nabożeństwo.

Galeria-widmo…

…to kolejny obiekt pełen problemów. Nad nim też wisi fatum. Ma blisko, bo niedokończony kościół i betonowy szkielet porzuconej galerii dzieli może z 50 metrów.

Galeria miała być poręcznym centrum handlowym przeznaczonym dla osiedli na Zaciszu i dla pobliskich Ząbek, wprost przy poszerzonej Łodygowej: trzy kondygnacje sklepów i punktów usługowych, dwa parkingi (podziemny i naziemny) na 200 miejsc, no, jednym słowem – wizytówka handlowa tej okolicy.

Niestety, jak w wypadku kościoła, chciejstwo zastąpiło trzeźwą kalkulację finansową. Nie mając rzetelnego studium celowości obiektu w tym miejscu (galerie w Markach i na Głębockiej znajdują się o rzut beretem) i zapewnionego 100-procentowego finansowania, inwestor (firma Dolcan) rozpoczęła budowę. Po postawieniu szkieletu – splajtowała. Brak było kontrahentów do wynajęcia powierzchni, na dodatek zarząd firmy poszedł siedzieć również za brak wyobraźni i gospodarności.

Szkielet straszy już więc trzeci rok, nikt go nie chce kupić, choć syndyk masy upadłościowej trzykrotnie wystawiał „obiekt” na sprzedaż. Dzielnica też go nie chce, bo nie ma pieniędzy na ratowanie fanaberii upadłych inwestorów. I tak galeria-widmo straszyć będzie jeszcze długo.

Na szczęście sama ulica Łodygowa…

…opornie, z poważnym poślizgiem, ale się zmienia. Obietnice mówiły, że pojedziemy sobie tą „zaciszną” dwupasmówką od Radzymińskiej do Ząbek już w listopadzie 2018. Niestety… Jej remont zaczął się trzy lata później niż zapowiadano, po ponad dziesięciu latach dyskusji. Oddana zostanie – jak dobrze pójdzie – w maju tego roku. Co się bowiem stało?

Zarząd Miejskich Inwestycji Drogowych, nim rozpoczął remont, nie skoordynował właściwie z odpowiednimi firmami przebudowy sieci energetycznej i gazowej. Prace więc stanęły, bo trwały nerwowe uzgodnienia.

W końcu jednak kiedyś ten remont się skończy, choć dziś urzędnicy Ratusza nie potrafią podać konkretnych dat. Skończy się i… pojedziemy do torów kolejowych na skraju Ząbek, przed którymi z całą pewnością tworzyć się będą korki, bo za torami znów będzie przaśna i wyboista droga lokalna prowadząca na Wołomin (na wprost) i do Rembertowa (w prawo). Z drugiej strony też zresztą korki będą, bo nim wjedziemy na dwa pasma Łodygowej, to i tory w poprzek, i szlaban z sygnalizacją, i mus wpasowania się z jednego pasa w któryś z dwóch.

Aby inwestycja ta zaspokajała potrzeby mieszkańców przez długi czas, potrzebny jest wiadukt na Łodygowej – mówił 11 lat temu (!) portalowi Tu Targówek ówczesny burmistrz Ząbek Robert Perkowski. – W Ząbkach jest trudny układ drogowy, nie da się zbudować wszędzie dwujezdniowych ulic. Dlatego mój pomysł opiera się na zbudowaniu na Łodygowej węzła drogowego na estakadzie. Jadąc od strony Targówka, byłaby możliwość pojechania w stronę ulic Janowieckiej w Warszawie i Warszawskiej w Ząbkach. W ten sposób dzielnica Targówek zapewniłaby sobie komunikację z Targówkiem Fabrycznym, a my bezkolizyjny wjazd w południową część Ząbek. Stworzyłby się na terenie Ząbek ciąg komunikacyjny.

Tego burmistrza już nie ma, wiaduktu nie będzie… Ot, polska proza: połowicznie, ślamazarnie i bez wyobraźni. Dlatego, Drodzy Mieszkańcy Zacisza, przed Waszymi oknami mknąć będą półtorakilometrową „autostradą” coraz szybsze samochody, hamując z piskiem przed torami i ustawiając się – jak dotychczas – w gigantycznych korkach, a Wy przez długie jeszcze lata popatrywać będziecie musieli na galerię-widmo i kościół w nieustającym stadium budowy.

Fatum nie śpi, czuwa.