Kayah

Kayah, a właściwie Katarzyna Szczot, już jako czterolatka wiedziała, czym chce się zajmować w życiu. Rzadko kiedy czteroletnie dziewczynki mają jasno sprecyzowane plany na przyszłość. Nie zdarza się to często, ale podkreśla to tylko wyjątkowość tej sytuacji.

Odkąd pamięta jej dom rodzinny rozbrzmiewał jazz’em, soulem i brazylijską bossa novą. A wszystko to dzięki głowie rodziny. To właśnie ojciec Kasi namiętnie słuchał muzyki. Sam grywał też na pianinie. Nie dziwi więc fakt, że miłością do swojej pasji zaraził również córkę.

Kasia, mając zaledwie osiem lat, zaczęła pisać swoje pierwsze teksty. Poszła też do szkoły muzycznej, a gdy tylko skończyła klasę fortepianu, zaczęła również komponować. Wszystko toczyło się tak, jak to sobie wymarzyła. Niestety do czasu.

W wieku 11 lat jej ojciec zdecydował się wyemigrować z kraju, zostawiając w Polsce rodzinę. Kasia za nic nie chciała dać po sobie poznać, jak bardzo skrzywdził ją swoją decyzją i jak boleśnie przeżywa tą całą sytuację. Musiała być silna. Dla siebie i dla mamy, która również bardzo cierpiała. Aby uporać się z myślami, Kasia całkowicie oddała się muzyce. Jako 13-latka dołączyła do pierwszego zespołu, a jako 17-latka napisała swój wielki przebój „Córeczkę”.

Nic dziwnego, że to właśnie muzyka była dla niej zawsze na pierwszym miejscu. Miało to swoje plusy, ale też i minusy. Przez miłość do muzyki nie udało się Kasi podejść do matury. Termin egzaminu dojrzałości nakładał się bowiem na terminy nagrań. Mama nie umiała przemówić córce do rozsądku. Wiedziała, że jeżeli Kasia się na coś uprze, to z pewnością to osiągnie i nie posłucha rad bliskich.

Początki w wymarzonym zawodzie nie były łatwe. Przez dziesięć lat Kasia śpiewała w chórkach. Nie była to łatwa praca, ale mimo wszystko sprawiała jej przyjemność i tak naprawdę tylko dzięki niej artystka zaczęła wypracowywać swoją silną pozycję na rynku.

A chęć zaistnienia była tak wielka, że ufała ludziom bezgranicznie i podpisała bardzo niekorzystny kontrakt. Była to dla niej nauczka na całe życie.

Nie załamała się jednak i dopięła swego. Jej pierwsza autorska płyta „Kamień” przyniosła wymarzonego Fryderyka, następna – „Zebra” – dała kolejnych pięć. A przy płycie z Goranem Bregovicem pojawiła się również nadzieja na międzynarodową karierę.

Ale Kayah to nie tylko piosenkarka, to kobieta orkiestra. Zajmuje się również produkcją muzyczną. Założona w 2001 roku wytwórnia wypromowała twórczość takich wykonawców, jak Maria Peszek, Sofa czy Smolik. Na swoim koncie ma również udział w serialu komediowym „Niania”, będącym polską wersją popularnego w wielu krajach amerykańskiego sitcomu „Pomoc domowa”. Pojawiła się również w serialu sensacyjnym „Dublerzy”, w którym wykorzystano jeden z jej utworów.

Artystka w każdą działalność, której się podejmowała, wkładała całe swoje serce. Dawała z siebie wszystko. Nawet będąc w ciąży z holenderskim producentem telewizyjnym Rinke Rooijensem, nie zwalniała tempa. Występowała, a bliscy śmiali się, że urodzi na scenie.

A jakby obowiązków, które miała na swojej głowie było mało, wzięła też na siebie budowę wymarzonego domu pod Warszawą. W ósmym miesiącu ciąży malowała, heblowała i wierciła dziury. Nie umiała usiedzieć w miejscu. Energia ją roznosiła.

Na szczęście urodziła zdrowego i silnego chłopca. Dała mu na imię Roch. Niestety początki macierzyństwa były dla Kayah szalenie trudne. Miała 30 kilogramów nadwagi, depresję poporodową, a Roch, jak na złość był trudnym i wymagającym dzieckiem.

Przez pierwszy rok nie przespał ani jednej nocy. A nie ma gorszej tortury niż brak snu. To nie my mieliśmy Rocha, tylko Roch miał nas. Niepotrzebnie chyba zaparliśmy się z Rinke, żeby przez pierwszy rok opiekować się Rochem tylko we dwoje… – wspomina po latach Kayah.

Artystka miała wtedy jednak przekonanie, że ze wszystkim musi poradzić sobie sama. Dwoiła się i troiła, żeby tak właśnie było. Chciała być jak najlepszą matką. Jej starania opłaciły się. Roch wyrósł na cudownego, mądrego, utalentowanego młodzieńca.

Macierzyństwo nauczyło mnie radości życia, doceniania każdej chwili i wielkiego współczucia, empatii pozwalającej mi utożsamiać się z każdą matką na świecie. Z większą odpowiedzialnością myślę nie tylko o sobie, ale i o całym świecie. Ma go bowiem wystarczyć dla naszych potomków. Stąd moje zainteresowania ekologią, polityką itd. i wciąż niezaspokojone pytanie, co mogę jeszcze zrobić by ulepszyć świat? – wyznała artystka.

Pani Kasia chciała stworzyć Rochowi wspaniałą rodzinę. Niestety jej związek z Rinke nie przetrwał próby czasu. Z początku była to wielka, szalona miłość. Para świętowała każdą rocznicę, m.in. pierwszego pocałunku, a nawet spojrzenia. Z czasem jednak małżeństwo zaczęło się od siebie odsuwać. Dwa silne charaktery pod jednym dachem stały się problemem nie do przeskoczenia. Do tego dochodziły też różnice kulturowe. Dlatego obydwoje zdecydowali się na separację. Ostatecznie rozwiedli się w 2010 roku, gdy ich syn miał cztery lata.

Po latach nie żałują tej decyzji, bo jak zapewniają – rozstali się w przyjaźni. Widują się często i razem troszczą się o dobro Rocha. Każde z nich zaczęło układać swoje życie na nowo. W latach 2005–2009 wokalistka była związana z Sebastianem Karpiel-Bułecką, później spotykała się z senegalskim muzykiem Pako Sarr. Teraz nie chce opowiadać o swoim życiu prywatnym, bo zauważyła, że wtedy wszystko zaczyna się psuć…

Na szczęście życie uczuciowe w jej przypadku, to nie wszystko. Pani Kasia zawsze ma przy sobie ogromną rodzinę, którą tworzą wszyscy pracownicy Kayaxu. Może pochwalić się prawdziwymi przyjaciółmi, takimi, którzy nie opuszczą jej w biedzie, ale również potrafią cieszyć się z jej sukcesów.

To dla niej szalenie ważne. Bo mimo wielkiej miłości do swojego zawodu wie, że jest on tylko dodatkiem do tego prawdziwego życia. Po latach zrozumiała, że muzyka nie jest jej jedynym źródłem radości. Z powodzeniem mogłaby zajmować się czymś innym, jeżeli byłoby to tylko zajęcie związane z kontaktem z ludźmi.

Mogłabym na przykład prowadzić hotel na Zanzibarze. Dlaczego tam? Może dlatego, że nigdy tam nie byłam – żartuje Kayah.

A dopóki nie wyjechała z kraju, żyje w warszawskim Wawrze. Ostatnio odebrała nawet zaszczytny tytuł Artysty 150-lecia Gminy Wawer w głosowaniu mieszkańców.

I chociaż bywają lepsze i gorsze chwile, to i tak każdego dnia stara się żyć tak, jakby jutra miało nie być. Po prostu stara się być szczęśliwa.


fot. WBF