Okruchy zimowe

– Widzę panie Eustachy, że i u pana wiosna przebija się przez zwały zimowych swetrów…
Kazimierz Główka, emeryt, jak zwykle kończąc zakupy na Bazarze Szembeka, zajrzał do swojego kolegi, miejscowego straganiarza, kupca bieliźnianego, Eustachego Mordziaka.
– Faktycznie, bo już widać, że zima pęknąć musi – słonko za wysoko na niebie.
– Nie tylko my odetchniemy, panie Eustachy, nie tylko my.
– No tak, ci, którzy dbają o nasze ulice także.
– Wie pan, może jestem niesprawiedliwy, ale obserwuję pewną prawidłowość: im ktoś dalej miał przez zaspy do PKS-u, tym głośniej teraz upomina się, żeby miasto było wyczyszczone na błysk zanim choć jeden płatek śniegu spadnie na ziemię, żeby te płatki łapać w locie. I jeszcze jedna pozimowa obserwacja: wydaje mi się, że tej zimy było jakby mniej awarii ciepłowniczych i wodociągowych niż kiedyś.
– Faktycznie, mrozy były solidne, a rury jakby mniej awaryjne.
– Być może panie Eustachy daje o sobie znać ta ogromna kasa, którą od lat jako podatnicy wydajemy na remonty, przebudowy i modernizację sieci ciepłowniczej…
– Kto wie, może i tak?
– A wracając na nasze podwórko – czy pan zauważył, że tej zimy ochrona była wyjątkowo łaskawa dla różnych biedaków, którzy w zakamarkach bazaru szukali trochę ciepła i oddechu? To często nie są ludzie wzbudzający miłe uczucia – bywają brudni, nieładnie pachnący, nadużywający, ale ludzie. Nawet panie sprzątaczki były dla nich wyjątkowo wyrozumiałe. Brudasów oczywiście goniły, ale na ogół nie wyganiały. A i ochrona patrzyła na przysypiających po kątach biedaków wyrozumiałym okiem.
– Faktycznie, tak było. Nie zwracałem na to uwagi, ale tak było.
– Powiem panu panie Eustachy więcej: nie tylko u nas na Szembeku, ale dajmy na to w Kauflandzie i w Auchan tak samo.
– Może jakiś prykaz mieli?
– A może nawet ochroniarz ma serce? Zwłaszcza w zimie…
Szaser
Co tam panie na Pradze
Warszawski Lokalny Portal Informacyjny Mieszkaniec=












