Fiksum-dyrdum

– Młodość najmądrzejsza jest z natury rzeczy, to i wiedzieć dużo nie musi. Znaczy – tak im się wydaje. Są przekonani, że są niezniszczalni. I że zawsze będą. Nie wyobrażają sobie, że mogą chorować, a już, że mogą umrzeć, to w ogóle.

Więzienie półotwarte

– Ano tak, że ludzie chorzy na raka, na serce czy na jakieś choroby neurologiczne nie są leczeni jak należy, bo szpitale zajęte na walkę z COVIDEM, bo brakuje w związku z tym lekarzy, no i bo w tej sytuacji boją się ludziska iść do szpitala.

Zastrzyk narodowy

– Więcej mówią, że szczepią, niż szczepią. Ale zapisać mnie zapisali.

Smutny optymizm

– Tak mówią, panie Eustachy, tyle że w tym roku to święta były jakieś takie, jak nie przymierzając, sztuczna choinka. Niby święta, a świętami nie pachniały. U nas na przykład każdy czekał, żeby skończyły się jak najszybciej… Rodziny nie mogły się odwiedzać, o przytuleniu kogoś mowy być nie mogło, bo nawet domownicy przy stole zakodowane w głowach mieli, żeby się nie dotykać…

Słodko-gorzko

Święta słodko-gorzkie, że tak powiem. No, na mnie już czas, żona czeka. Niech się przynajmniej mnie doczeka. Żadna to już atrakcja, ale zawsze. Wszystkiego dobrego panie Eustachy!

Dziury w mózgu

– Witam, panie Eustachy! – Kazimierz Główka, stały klient bazaru na pl. Szembeka, był szczerze uradowany widokiem Eustachego Mordziaka, jednego z tutejszych tuzów handlu straganiarskiego. – Wrócił pan jednak! A ostatnio interes chciał pan zwijać…

Bardzo skomplikowany porządek

Kazimierz Główka, emeryt, kolega znanego na bazarze Szembeka kupca bieliźnianego Eustachego Mordziaka, był szczerze zdumiony tym, co zobaczył. Pan Eustachy mianowicie, bardzo zdenerwowany, upychał w workach damskie desu – staniki, nocne koszule i te wszystkie pozostałe fintifluszki, którymi na co dzień handlował na pl. Szembeka.

Rozmowa niekontrolowana

Jakież było zdziwienie pana Kazimierza Główki, emeryta, stałego klienta bazaru na pl. Szembeka, gdy zobaczył pusty stragan swojego kolegi, kupca tutejszego bieliźnianego, Eustachego Mordziaka. Nie zwlekając, złapał za komórkę i natychmiast zadzwonił.

COVID story

– Słyszałeś pan – jeden filut powiedział, że to nic strasznego ten cały COVID. „Jedno jabłko z wieczora i nie ma doktora”, tak powiedział. Że niby nie panikujcie ludzie, zdrowo się odżywiajcie, jedzcie dużo warzyw i owoców, a żaden COVID wam nie podskoczy…

Grunt to rodzina!

– Patrz pan, ten angielski premier, co to jak ta oliwka do pupci niemowlęcia się nazywa, ten, no – Johnson, z koronawirusa jaja sobie robił… i trach! – zachorował.

1 2 3 11